piątek, 11 marca 2016

#365 piąty miesiąc

Piąty miesiąc był miesiącem tylko z nazwy... trwająca sesja egzaminacyjna na studiach okazała się zbyt dużym wyzwaniem i nie wystarczyło już czasu na fotografię. Ale postanowiłem się tym nie zrażać i kontynuować, jakoś godząc się z kilkoma dziurami. Piąty miesiąc projektu zakończył się już jakiś czas temu, ale nie dość, że jestem leniuszkiem i dopiero teraz zabrałem się za podsumowanie.

Obiektyw makro ze Smieny daje czasami zaskakujące rezultaty.

Tego dnia byłem strasznie z siebie zadowolony. Zbudowałem mini plan, ustawiłem sprzęt i wszystko się udało przy pierwszym podejściu.

Do ideału brakuje tylko tłustej wiewiórki wyjadającej ziarenka.

Po prostu krzaczek. Ale przynajmniej ładny.

Pierwsza jazda pociągiem od wielu, wielu lat. Wstyd się przyznać, ale byłem niezdrowo podekscytowany.

piątek, 29 stycznia 2016

Zimno wszędzie, cimno wszędzie

Okazało się, że mamy z Mariuszem wolne popołudnie, stwierdziliśmy, że trzeba to jakoś wykorzystać. Nie przewidzieliśmy tylko, że będzie aż tak zimno. Na dobry początek zrobiłem to, co zrobiłby na moim miejscu każdy rozsądny człowiek - zgubiłem rękawiczki. ale potem poszło już z górki. Zdjęcia leżały na dysku kilka tygodni, czekały aż wreszcie skończy się sesja na studiach i oto są. 










poniedziałek, 25 stycznia 2016

Zbłąkane ogony do adopcji

Miałem okazję robić zdjęcia adopcyjne dla szczurów aktualnie mieszkających w Zbłąkane Ogony Pabianice. Jeżeli, jakimś cudem, ktoś to czyta i akurat chciałby adoptować szczura albo dwa, zwierzaki mają swoje wydarzenie na Facebooku, które można znaleźć tutaj. Mogę tylko dodać, że gromadka jest super urocza, a Gacek podbił nasze serca.




Gadaj kto zeżarł twaróg!







piątek, 22 stycznia 2016

#365 czwarty miesiąc

Końcówka czwartego miesiąca zbiegła mi się z początkiem sesji, przez co miałem pewne opóźnienia. Ale nie poddaję się, bardzo chciałbym doprowadzić projekt do końca.

A jaki był ten ostatni miesiąc?

Było świątecznie:



Było sylwestrowo:


Ponadto były gryzonie:


Zbłąkane ogony

I inne zwierzaki:




piątek, 1 stycznia 2016

Akcesoria fotograficzne, które warto mieć ze sobą

Do zrobienia zdjęcia potrzebny jest aparat i obiektyw (chociaż fotografia otworkowa udowadnia, że nawet on bywa zbędny), natomiast sklepy fotograficzne pękają w szwach od różnego rodzaju akcesoriów. Innymi słowy: coś tutaj wyraźnie zgrzyta, a w głowie momentalnie rodzi się pytanie „Czy to wszystko jest mi potrzebne?”. Moim zdaniem przynajmniej w części przypadków odpowiedź brzmi „Tak!”… W związku z tym oto moja krótka lista dodatkowego wyposażenia, które warto mieć ze sobą podczas zdjęć. Kolejność na liście jest czysto przypadkowa.

1.Zewnętrzna lampa błyskowa. Zasilana bateriami, nieduża, o dużej sile błysku i ruchomej głowicy. Większość aparatów ma co prawda wbudowane lampy, jednak efekty ich użycia są zazwyczaj biedne jak ten przysłowiowy student. Niech  świadczy o tym również fakt, że spora część profesjonalnych korpusów nie posiada wbudowanych lamp. Zewnętrzne źródło światła pozwala uzyskać znacznie ciekawsze  światło - zmiękczone przez dyfuzor lub odbicie od jasnej powierzchni, lub wręcz przeciwnie, bardzo mocne i ostre. Lubię lampy firmy Yongnuo, azjatyckiego producenta bezwstydnie kopiującego produkty znanych marek, czyli dobra jakość w rozsądnej cenie.

2.Wyzwalacze radiowe. Uzupełnienie punktu pierwszego, zewnętrzna lampa z założonym wyzwalaczem może być uruchamiana zdalnie z odległości od kilku do kilkudziesięciu metrów dając nam jeszcze większą kontrolę nad wykorzystywanym światłem. Część lamp jest co prawda wyposażona w fotocele, jednak wyzwalacz daje większą swobodę działania. Zakładamy nadajnik na gorącą stopkę aparatu, odbiornik na lampę i mamy pewność, że będzie błyskało dokładnie wtedy, kiedy będziemy sobie tego życzyć. Na rynku dostępne są również lampy z wbudowanym odbiornikiem radiowym, które wymagają jedynie połączenia z nadajnikiem konkretnego typu. Jedną z firm oferujących takie rozwiązanie jest wspomniane wcześniej Yongnuo.

3.Filtry. UV, kolorowe do fotografii czarno-białej, szare, polaryzacyjne, itd. Do wyboru, do koloru. Nie wszystkie będą potrzebne każdemu fotografowi, jednak warto zaopatrzyć się chociaż w zestaw minimum: filtr UV, który ochroni soczewkę naszego obiektywu, oraz w przypadku fotografii analogowej, zniweluje niekorzystne oddziaływanie promieni UV na błonę fotograficzną; filtr szary lub połówkowy na wypadek gdybyśmy potrzebowali trochę zmniejszyć ilość światła wpadającą do obiektywu; filtr żółty przy czarno-białej fotografii portretowej w plenerze, który przyciemni niebo i uwypukli chmury; i tak dalej. Nie trzeba wszędzie zabierać torby pełnej filtrów, lecz warto wziąć te, które mogą się w danej sytuacji przydać. Zaoszczędzą czasu podczas obróbki lub wręcz pozwolą na wykonanie zdjęcia bardziej odpowiadającego wizji twórcy.

4.Statyw. Na wypadek gdy zdjęcia wymagają czasu naświetlania na tyle długiego, że robione z ręki wychodzą poruszone. Albo korzystamy z długiego obiektywu bez stabilizacji, którym bardzo trudno jest zrobić ostre, nieporuszone zdjęcie . Lub gdy zwyczajnie musimy się na czymś oprzeć. Nie warto kupować najtańszych statywów – ich jakość stanowi zagrożenie dla reszty sprzętu, co udowadniał Kai z DRTV w tym oto filmie: https://www.youtube.com/watch?v=G9S9jZW3Jxc

5. Wężyk spustowy. Uzupełnia statyw, pozwala wyzwolić migawkę bez ryzyka poruszenia aparatu w trakcie tej czynności. Często będzie też miał możliwość zablokowania przełącznika, co pozwoli korzystać z czasu otwarcia BULB. Kawałek kabla z wtyczką i przyciskiem, w sumie ciężko powiedzieć o tym coś więcej.

6.Blenda. Najlepiej 5 w 1. Po złożeniu zajmuje mało miejsca a oferuje szeroki wachlarz możliwości. Reflektor z kilku kolorach do odbijania światła, dyfuzor do jego rozpraszania. Oprócz tego blendę można zawsze wykorzystać jako bieda-tło czy po prostu na niej usiąść żeby się nie pobrudzić, co może być szczególnie ważne w przypadku modelek w fikuśnych, często wypożyczonych, strojach.

7.Drobnica. Małe rzeczy, takie jak czarny worek na śmieci, paczka chusteczek, guma do żucia czy scyzoryk.  W plenerze, gdzie nie mamy szybkiego dostępu do niczego innego może nagle się okazać, że każdy z tych przedmiotów ma miliony zastosowań i uratuje nam życie. A przynajmniej odrobinę je uprości.

niedziela, 20 grudnia 2015

#365 trzeci miesiąc

Nie było to łatwe ale trzeci miesiąc projektu 365 został zakończony. W jego trakcie na zdjęciach pojawiły się wszystkie szczurełki z którymi mieszkamy. I oczywiście cała mase innego dobra.

Ola i kapitan

Ilford i jajko

Kodak
Początek wczucia w klimat świat i eksperyment z fotografią produktową. Udany.

Smuty Zygmunt jest smutny.

Gear pr0n.

sobota, 5 grudnia 2015

Ola raz jeszcze :)

Wybraliśmy się z Olą (jeszcze w październiku, gdy można było znaleźć drzewa z kompletnym zestawem liści) do lasu. Zrobiliśmy trochę zdjęć. I oto są: